października 12, 2017

Recenzja książki: "Making Faces"- Amy Harmon

Cześć!
W końcu recenzja, jak obiecałam w poniedziałek tak zrobiłam. Jak tam u was w szkole? U mnie na razie dobrze,ale nie o tym. Mam nadzieję,że moja recenzja wam się spodoba i ją przeczytacie.

 Tytuł: "Making Faces"
 Autorka: Amy Harmon
 Wydawnictwo: Editiored
 Ilość stron: 342
 Rok wydania: 2017 
 Ocena: 9/10











 Na dziś przychodzę do was z recenzją książki "Making Faces" Amy Harmon. Książka została wydana w tym roku i stała się dobrym nr 1 w Polsce. Ale co w środku zaraz się dowiecie. Ale teraz powiem wam kilka słów o samej autorce. Jest to autorka bestsellerów, mówca motywacyjny, nauczycielka i mama.Jej książki opublikowano w siedmiu krajach, zdobyły wiele nagród i wyróżnień. W wolnych chwilach Karmon śpiewa w chórze Saints Unified Woices. W Polsce ukazały się jej dwie powieści: "Prawno Mojżesza" oraz " Pieśń Dawida"

 Pozycja wydawnicza mówi o miłej i pogodnej Fern Taylor, która mieszka w cichym i małym miasteczku. Jednak w liceum była to dziewczyna nie pierwszej urody. Nosiła aparat na zęby, oraz duże okulary. Nikt się z nią nie kontaktował bo nawet nie chciał jej znać. Ale jest też również Ambrose Young, który jest zawsze wysportowany, przystojny i każdy w szkole go lubi. Jednak dochodzi do pewnej sytuacji, która łączy tą dwójkę w niepokonaną więź. Czasami trudną, ciężką i płaczliwą. Utwór ma gatunek obyczajowy.Jak wiecie jest to mój ulubiony gatunek. I ciężko mi tą książkę ocenić. Często spotykam się z tym,że ten gatunek jest krytykowany, a nie słusznie. Moim zdaniem ta książka zasługuje na na prawdę dobre oceny i gratulacje. Rozdziały były na prawdę ciekawe i nie dało się nudzić. Każde zdanie zawierało w sobie coś na prawdę pouczającego i ciekawego.Nasza główna bohaterka jest bardzo inteligentna i potrafi swoje zrobić. Wie czego chce i potrafi pomóc w każdej sytuacji. Zupełnie zapomniałam o bohaterze drugoplanowym. Jest to Bailey, który choruje na dystrofię mięśniową Duchenne'a. Dzieci z taką chorobą nie dożywają 21 roku życia. A Bailey miał do tego wieku bardzo blisko. Fern pomagała mu na każdym kroku, a on się odwdzięczał w jakiś inny sposób.

 W książce macie na prawdę dużo słów o miłości, dojrzewaniu, pomocy i wiele wiele innych. Myślę,że to nie jest taka prosta obyczajówka jak każda inna, i warto po nią sięgnąć. Jeśli kiedyś będziecie mieli okazję, na prawdę warto. Samą książkę oceniam 9/10. I mam nadzieję,że jeśli tą książkę czytaliście, to swoje zdanie również wyrazicie.

 Mam nadzieję,że recencją wam się spodobała, jeśli nie to przepraszam, ale nie pisałam ich dawno. Ale mam nadzieję,że w najbliższym czasie będzie ich więcej. Ja wam życzę Miłego dnia i do zobaczenia w poniedziałek.










7 komentarzy:

  1. Łoo ile czasu mineło jak ja to czytałam. Ile ksiązek w miedzyczasie wskoczyło. Chyba z kilkanascie na spokojnie :)
    Pozdrawiam :)

    Podrugiejstronieokładki

    OdpowiedzUsuń
  2. Przyznam szczerze, że nie czytałam niestety ani tej książki, ani nic tej autorki. Obyczajowka ostatnio jest głównym gatunkiem, którym czytam, ale bardzo się zrazilam po bardzo słabym „Liście z przeszłości”. Ostatnio „Ślad po złamanych skrzydłach” nieco mnie podbudował, ale myśle, że za obyczajówkę na chwilę podziękuję ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam ponownie. I znowu mi komentarz zjadło xd

    1) "Naprawdę" pisze się razem!
    2) Znowu spację po znaku interpunkcyjnym poproszę xd
    3) Jak można być "zawsze wysportowanym"? Albo się jest, albo się nie jest xd.
    4) Mam wrażenie, że duża ilość powtórzeń wynika u ciebie z bardzo krótkich zdań. Może spróbuj budować trochę dłuższe sformułowania? Zdania złożone itepe. Powinno to podnieść jakość twoich wypowiedzi ;)

    Pozdrawiam
    To Read Or Not To Read

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie przepadam za obczajówlami, ale ta wydaje się być dość ciekawa.

    Pozdrawiam o zapraszam do siebie :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Okularnica czyta , Blogger